wtorek, 27 grudnia 2016

Gangi Warszawy

Wygląda na to, że nie istnieje miesiąc bez Mroza. Nawet jeżeli nie wydaje nowych książek (a na pierwszy kwartał 2017 już są zapowiedziane dwie), to jakaś recenzja jego twórczości na blogu jest.



Ernest Wilmański dopiero co przyjechał do Warszawy uciekając przed kłopotami, a już znalazł nowe. Stając w obronie dziewczyny nieświadomie zadarł z jednym z gangów rządzących stolicą. Aby przeżyć kolejne dni będzie potrzebował coś więcej niż tylko twarde pięści.
Remigiusz Mróz lubi odkrywać przed czytelnikami różnorodne światy i epoki. W cyklu "Parabellum" zabrał nas w czasy II wojny światowej, a w "W cieniu prawa" na początek XX wieku, zaś "Chór zapomnianych głosów" to rozrzut nawet setek tysięcy lat w przeszłość i przyszłość. Tym razem pokazuje obraz Warszawy w okolicach początku II Rzeczpospolitej. I choć w posłowiu informuje, że opisywane grupy w rzeczywistości nie istniały, to mogłyby działać w sposób opisany w książce. 
Jak zawsze zaletą powieści są bardzo dobrze skonstruowani bohaterzy. Ernest jest takim twardzielem, którego uwielbia się oglądać w filmach - jak trzeba to przyłoży, ale jest szarmancki w stosunku do kobiet (stąd też biorą się jego problemy, które stanowią główny wątek historii). Główna postać kobieca, czyli Eliza Zarzeczna, niewiele mu ustępuje. Jest uparta, choć nieco naiwna na początku - wstępuje do żeńskiego oddziału policji, gdyż uważa, że może zmienić los innych kobiet. Przypomina nieco Chyłkę, choć nie jest tak bezczelna i pilnuje języka. Pozostali bohaterowie mają swoje wyróżniające cechy i nie giną w tle. 
Fabuła, poprzez zmagania Ernesta z gangiem, pokazuje, że pomimo upływu stu lat mechanizmy rządzące przestępstwami się nie zmieniły - na cwaniaka zawsze znajdzie się jeszcze większy, a gracze już będący na rynku nie lubią wpuszczać nowych. Jednak do zwrotów akcji mam poważne zastrzeżenie. Ostatnio autor lubi zagrywki w stylu George'a R. R. Martina i, o ile w "Behawioryście" było to zagranie, które mocno mnie ruszyło, tak tu dwukrotne użycie tego samego chwytu było irytujące. [UWAGA SPOJLER]"Zabicie" Elizy spowodowało u mnie na początku złość, bo szkoda takiej ciekawej postaci. Po tym jak okazało, się że jednak żyje złość przeszła. Kiedy jednak "zabił" Ernesta, to była już tylko irytacja.[KONIEC SPOJLERA]. Miałem też problem z pełnym wczuciem się z otaczający bohaterów świat. Może to dlatego, że poruszane kwestie są nadal aktualne - narkotyki, wojny gangów, skorumpowana policja. Podobało mi się zakończenie, które pozostawia możliwość kontynuacji (i podobno jest to wielce prawdopodobne). Podsumowując - ciekawa opowieść o gangsterskiej Warszawie lat dwudziestych, ale z jednym poważnym mankamentem fabularnym. Mimo to polecam szukającym dobrej historii z tamtych czasów.



Tytuł: Świt, który nie nadejdzie
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawca: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Stron: 528

6 komentarzy:

  1. Oj, to mnie trochę zmartwiłeś, choć spoilera nie przeczytałam. Po Behawioryście miałam zamiar jak najszybciej sięgnąć po ten tytuł, ale trochę ostudziłeś moje zapędy xD Jeszcze porównanie głównej bohaterki do Chyłki, choć trochę bardziej grzecznej... no nie wiem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czekałem prawie miesiąc pomiędzy kolejnymi lekturami. Bohatery są bardzo ciekawi, tylko ten zgrzyt ukryty w spojlerze mi nie pasował.

      Usuń
  2. Dzięki. ;) Ale o kontynuacji pierwsze słyszę! Przecież historia się zamknęła dość... jednoznaczną klamrą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli źle zinterpretowałem to: "A ja potwierdzam: rzeczywiście, Wilmański trochę na sumieniu ma – i mieć będzie jeszcze więcej... ;)"? Poza tym spokojnie jest co kontynuować i nie odniosłem wrażenia, że to koniec.

      Usuń
  3. Porównanie do Chyłki jak dla mnie niezbyt trafne..., ale każdy ma prawo do własnej interpretacji. Ogólnie szczerze polecam, jestem świeżo po lekturze.

    OdpowiedzUsuń

Podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...